niedziela, 22 marca 2015

Epilog

“Że ktoś miał wariata,
Banitę bratem, to co? Karać go za brata!”
~ A. Mickiewicz



Był już ranek.
Nie spałam od pół godziny, należycie korzystając z wolnego czasu. Leżałam w łóżku Sasuke, spokojnie mu się przyglądając. Nie musiałam bać się złapania na gorącym uczynku, bo mój chłopak wciąż spał na plecach, z jedną ręką na brzuchu. Ja sama obudziłam się z głową na jego klatce piersiowej. Cicho musiałam przyznać, że podobał mi się taki układ.
Mimo, że materac przewidywał tylko jednego lokatora, mieściliśmy się na nim oboje i żadne nie wyglądało na takie, co by mu to nie pasowało. Zmiana, która zaszła we mnie tej nocy była wręcz namacalna - we mnie i moim nastawieniu. Ludzie potrzebują siebie nawzajem, co ja zaniedbywałam przez ostatnie lata. Nagminnie odsuwałam od siebie wszystkich, po kolei ich raniąc i nawet się nad tym zbytnio nie zastanawiając. Robiłam to, co aktualnie mi pasowało, nie myśląc za bardzo o tym, jak mogło się to odbić na moich bliskich, których mimo, że pozostało mało, musiałam doceniać, dopóki w ogóle jeszcze byli. I teraz nadszedł czas, aby zacząć to realizować.
Przeszłość Sasuke nadal była dla mnie zagadką. Informacje, które zostały mi wczoraj przekazane wciąż nie zostały przeze mnie zatwierdzone. Musiałam usłyszeć to od niego.
- To nie twój interes, Imai! - Usłyszałam krzyk z dołu. Imai?
Potrzebowałam skorzystać z toalety, przez co musiałam wyjść z ciepłego łóżka, założyć coś na siebie i dopiero potem dzielnie kąpać się w świetle dziennym, jako dziewczyna Sasuke. Nadal nie wiedziałam o nim prawie nic. Tak naprawdę wciąż był mi obcy. Nie wiedziałam co lubił, a czego nie. Nawet nie miałam pojęcia, jak nazywali się jego rodzice. To trochę deprymujące.
- Jak nie mój to czyj?! - Przeszły mnie ciarki, gdy usłyszałam ryk Sheeiren.
Uważając na świeże wciąż rany, ubrałam się w koszulkę, którą Sasuke nosił wczoraj oraz krótkie spodenki, walające się gdzieś po podłodze.
- To przeze mnie teraz nie żyje, do cholery! Nie przez ciebie!
Ułożyłam jako tako włosy i spojrzałam w stronę stojącego w kącie lustra.
No, Sakura. Zmiany. Powoli, ale do przodu.
Wolno zbliżyłam się do niego. Gdy stanęłam już naprzeciwko, uniosłam wzrok. Przyglądałam się sobie z lekkim zaciekawieniem. Ostatnio, kiedy zdjęłam płachtę z własnego lustra przeżyłam lekki szok. Dziś odkryłam jego drugą odsłonę. Nie poznawałam siebie. Patrzyła na mnie jakaś obca dziewczyna.
- To nie twoja wina, że wyszła napruta z tego pieprzonego baru!
Dotknęłam swojej twarzy. Postać w lustrze naśladowała moje ruchy. Zjechałam ręką na ramię, brzuch. Uszczypnęłam się, lekko podskakując. To ja. Naprawdę ja.
- Moja, bo powinienem tam wtedy być!
- Ale cię kurwa nie było, więc przestań pieprzyć!
- I to był właśnie największy błąd mojego życia!
Podskoczyłam, słysząc, jak coś się tłucze. Zmarszczyłam brwi. Spojrzałam na śpiącego w spokoju Sasuke, po czym odetchnęłam w duchu, że nie muszę jeszcze stawiać mu czoła. Najpierw sama musiałam ochłonąć.
- Czemu ja jej wtedy nie posłuchałem… - Zatrzymałam się w połowie drogi po schodach. Głos Itachiego stracił na wściekłości, zyskując za to poczucie winy. Wiedziałam, że nie powinnam perfidnie podsłuchiwać przebiegu ich rozmowy, jednak czułam się dziś na tyle dobrze, że żadne wyrzuty sumienia nie były w stanie zepsuć mojego humoru.
- Kiedy? - spytała zdławionym głosem Sheeiren. Nie widziałam żadnego z nich, ale moja wyobraźnia pracowała na wysokich obrotach. - O co masz do mnie pretensje Itachi, co? O to, że cię kocham?! - Oł. Zabrzmiało groźnie.
Westchnęłam i zeszłam na parter.
- Tylko o to, że podbiłaś do faceta koleżanki, która po tym wszystkim odebrała sobie życie, Kessh.
Zastygłam w miejscu. Poczułam, jakby ktoś dał mi obuchem w tył głowy, wytrącił mnie z równowagi. Grunt pod moimi nogami wręcz zniknął.
Kessh.
- A w sobie już winy nie widzisz, tak?! Gdybyś nie chciał, to do niczego by nie doszło!
Zaczęłam przypominać sobie początki ich rozmowy, którą słyszałam jeszcze na górze.
To przeze mnie teraz nie żyje!
Wydałam z siebie cichy jęk, przykładając dłoń do ust, żeby nie krzyknąć. Nie, to nie mogło się dziać.
To nie twoja wina, że wyszła napruta z tego pieprzonego baru!
Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Poczułam, jak cały mój obecny świat od nowa się walił, jak wszystko co zbudowałam znów upadało.
- Chciałbym nie mieć teraz tylko świadomości, że kiedy pieprzyłem się z tobą, ją gwałcił jakiś facet, robiąc z niej szmatę!
Zacisnęłam pięści, aż zbielały mi knykcie. To wszystko złożyło się w logiczną całość. W idealną układankę, która pozbawiła mnie wszystkiego.
- Więc to przez ciebie Leitha nie żyje, to ty byłeś moim. - Pojawiając się w pomieszczeniu, skupiłam na sobie ich uwagę. Patrzyłam na wściekłego Itachiego z grobowym spokojem. - A ty jesteś Kesshirą, jej koleżanką, która przespała się z jej facetem. - Sheeiren wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi, zapłakanymi oczami.
Telewizor zapikał, informując nas o pełnej godzinie oraz włączył się, zapuszczając wiadomości.
- Wiadomości z ostatniej chwili. Dziś rano w kamienicy na obrzeżach naszego miasta znaleziono zwłoki dwóch osób, kobiety i mężczyzny. Nie złapano sprawcy, nie znaleziono świadków. Ale, drodzy państwo, to nie koniec! - Wszyscy zamilkliśmy, słuchając lokalnych informacji, gdzie prezenterka przedstawiała właśnie chyba najlepsze newsy w ciągu swojej kariery, opierając je na mojej tragedii. Spojrzałam na ekran w głębi pokoju. - Niecałą godzinę temu ujęto mężczyznę, który podejrzewany jest o co najmniej dwadzieścia gwałtów. Było o nim głośno dwa lata temu, jego znakiem charakterystycznym był długi płaszcz, co potwierdziły wszystkie ofiary. Został ujęty w miejskiej bibliotece, podczas molestowania jednej z księgowych. Policja wyjawiła nam, że często tam bywał z racji przynależności do koła miłośników poezji. - Z przerażeniem wpatrywałam się w logo koła miłośników poezji - białą, przekreśloną gwiazdę na granatowym tle. - Chwilowo jest przetrzymywany w miejskim areszcie komendy społecznej policji. O przebiegu tej sprawy będziemy informować państwa na bieżąco. Do usłyszenia, Yushi Nokaida.
Wspomnienia wróciły do mnie niespodziewanie, waląc moją psychikę niczym kostki domina, uświadamiając mnie, co robiłam wczoraj podczas tych kilku godzin, które mi uciekły. Ta świadomość powaliła mnie na kolana. Przypomniałam sobie wszystko, co działo się wczoraj, wszystko.
Chciało mi się śmiać. Tak porządnie. Tak bardzo chciałam wyrzucić z siebie wszystko co ze mnie pozostało. Tak bardzo chciałam znaleźć przycisk “usuń” i zacząć od nowa. Nie wiedzieć, że brat chłopaka, w którym się zakochałam, był winny śmierci mojej siostry, i że ja… wczoraj…
Boże, co ja zrobiłam.  
Nie wiedziałam, o co powinnam obarczać siebie bardziej.
Miałam do siebie żal. Miałam do siebie ogromny żal za to, że po jej śmierci nawet raz nie przeszłam się na jej salę treningową, nie próbowałam poznać tożsamości mężczyzny, przez którego to wszystko się zaczęło. Gdy o nim mówiła, zawsze wyrażała się po prostu: on albo mój. Ojcu za bardzo się nie chwaliła, nigdy nie przyprowadziła go do domu, nigdy mnie z nim nie poznała. Mimo, że mówiłam jej, aby nas sobie przedstawiła. Ta jednak kategorycznie odmawiała, a ja szanowałam jej wybór. Raz tylko nazwała go...
- Uchiha - szepnęłam, wpatrując się w jeden punkt z lekko uchylonymi ustami, z kołtunem myśli w głowie o tym, jak bardzo byłam nieostrożna, zabunkrowana w swoim świecie. - Tak macie na nazwisko, oboje.
Mimo, że przez to półtora tygodnia miałam kilka lekcji z Sasuke, nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby spytać się o jego nazwisko. Po prostu imię i posiadanie go przy sobie mi wystarczało. Nie potrzebowałam wiele do szczęścia.
Zabiłaś.
- N-nienawidzę was - szepnęłam, całkowicie zalewając się łzami. Za dużo się stało. Za zbyt wiele byłam teraz odpowiedzialna.
- Sakura…
Zabiłaś niewinnego.
- Nie wiedzieliście? - krzyknęłam, patrząc na nich oboje. - Naprawdę nie wiedzieliście, że jestem jej siostrą?! - przelałam swój gniew na nich, chcąc sobie jakoś ulżyć.
Morderczyni.
To wydawało się być nierealne. To nie miało żadnego sensu. Jakim cudem w moim życiu mogła zajść tak wielka pomyłka? Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że ojciec naprawdę mógł nie wiedzieć o związku Leithy. Jeśli kojarzyłby nazwisko Uchiha, z pewnością odseparowałby mnie od Sasuke. Po rozmowie z Madilyn zrobiłby to natychmiast. On nie wiedział…
- Mało o tobie mówiła, prawie tyle co nic - odparł Itachi. Te słowa ledwo przeszły mu przez gardło. Wydawał się być zszokowany tak samo jak ja.
Zabiłaś go z zimną krwią, suko.
- Rzeczywiście jest tak wiele młodszych dziewczyn o imieniu Sakura z pieprzonymi różowymi włosami! - wydarłam się z bezsilności. Moje myśli mieszały się ze sobą.  Wszystkie moje podpory runęły. Znów musiałam zaczynać od zera.
- Nigdy nie wspomniała jak masz na imię, nie byłyśmy aż tak blisko, żeby rozmawiać o swojej rodzinie. - Sheeiren też powoli wybudzała się z szoku. Ja jednak nadal w nim tkwiłam.
- Sakura, to nie tak jak myślisz - zaczął Itachi.
- Nie tak?! - Postąpiłam krok do przodu, patrząc na nich wściekle. - Nie tak?! Gdybyś jej nie zdradził, nigdy nie wracałaby tak pijana do domu! I to w dodatku sama! Nie zgwałciłby jej pierwszy lepszy oblech, a ja bym go wczoraj… - Zamilkłam, dusząc łzy. - Nie zabiłaby się, umierając we własnej pieprzonej wannie, zostawiając po sobie jedynie krótki list, w którym napisała, że mimo wszystko i tak cię kocha!
W pomieszczeniu zapadła ciężka cisza przerywana moim szybkim oddechem i słabym szlochem. Nadal wpatrywałam się w nich z mordem w oczach. To nie mogło się dziać. To nie mogło być takie proste.
- Ja… jakoś dopilnuję, żebyś dostał ten pamiętnik. Żebyś zobaczył, jak wiele złego zrobiłeś. - Zamilkłam. - Przez te wszystkie lata obwiniałam matkę o jej śmierć, to jej wszystko przypisałam. Teraz jesteście tam i wy - powiedziałam łamiącym się głosem. I ja, dodałam w myślach.
Dzisiejszy dzień był groteską.
A zapowiadał się tak pięknie.
- Nie chcę was znać. - Siebie też. Cofnęłam się do przejścia. - Nigdy więcej nie chcę was widzieć, obojga. - Siebie też.
- Sakura, co się dzieje? - Sasuke właśnie zszedł ze schodów, spoglądając na każde z nas z osobna. Poczułam, jak nabieram do niego dystansu, mierząc go tą samą miarą, co ich.
- Ty też? Ty też nie wiedziałeś? - Pchnęłam go w klatkę piersiową, przez co zatoczył się do tyłu. Wyraz jego twarzy stężał. - Nie wiedziałeś, że mam na nazwisko Haruno?! Czemu, do diaska, pozwoliłeś mi to wczoraj zrobić?! - wrzasnęłam z żalem, autentycznym żalem. Było mi tak cholerne przykro, że nie potrafiłam tego nawet opisać.
- Co jest, kurwa? - syknął, rozglądając się po naszej trójce coraz szybciej.
- Jesteś Uchiha - powiedziałam, a w mojej klatce piersiowej zaczął kumulować się śmiech. Coraz bardziej i bardziej. Aż w końcu wybuchnęłam nim, śmiejąc się przez łzy. - Naprawdę masz na nazwisko Uchiha, ja naprawdę wcz...
- I co w związku z tym? - warknął, ale ja tylko wystawiłam przed siebie rękę, aby nawet nie ważył się zbliżyć.
- Tak jak jeden z morderców mojej siostry. - Ponownie wydobył się ze mnie śmiech, tylko tym razem ewoluował on w potężny szloch. - Nie chcę was znać - powtórzyłam. - Wszystkich. - Cofałam się, aż znalazłam się w holu. Wszyscy patrzyli na mnie w napięciu. - Nie chcę. Czujcie się, jakbyśmy mnie nigdy nie znali. - Złapałam kluczyki od mojego auta, leżące na szafce i odwróciłam się, mając zamiar jak najszybciej stąd wyjść. Musiałam się od nich uwolnić, nie zważając na konsekwencje. Musiałam...
- Zostaw ją. - Usłyszałam głos Itachiego, który chyba złapał Sasuke za ramię.
- Puść mnie. - Zaczęli się szarpać. - Puść! - rzucił głośniej, ale ja właśnie zamknęłam za sobą drzwi ich domu.
Stanęłam na ganku, czując się jakby ponad tym wszystkim. Leitha stała przede mną oparta o nasze auto.
- Przepraszam - powiedziała. Wyglądała na naprawdę przygnębioną. Ubrała się cała na czarno i patrzyła na mnie cierpiętniczym wzrokiem. - To nie tak miało wyjść.
- Ale wyszło.
- Sakura, czekaj. - Sasuke wybiegł za mną. To wszystko wyglądało jak scenariusz z dennego, krótkometrażowego filmu. Brakowało teraz tylko tego, żeby padł na kolana. Gdyby tak się stało, chyba bym go wyśmiała. - Nie wiedziałem. - Dyszał obok mnie, mając wlepiony we mnie swój cudowny, rozbiegany wzrok.
Ja też byłam rozbiegana. We wszystkie strony i żadną jednocześnie, w efekcie wciąż stojąc w miejscu, nieświadomie się cofając.
- Też nie wiedziałam! - krzyknęłam, znów czując się najbardziej bezsilną osobą na świecie, kiedy tak bardzo tego nie chciałam…
Cały mój światopogląd właśnie narodził się od nowa.
- Zabiliśmy niewłaściwego człowieka - powiedziałam, ale głos mi się załamał. - Właśnie podali to w wiadomościach. - Zaczęłam płakać, szukając w jego oczach zrozumienia. Znalazłam tam jednak tylko chłodny dystans.
- Jeden w tą, czy w tą. - Otworzyłam szerzej oczy, nie dowierzając. A co, jeśli on tak samo myślał o tych, które gwałcił? I co jeszcze? “Jak nie ta, to następna?” Odwróciłam się od niego, chcąc uciec. - Nie idź, obiecałaś. - Złapał mnie za nadgarstek, emanując teraz determinacją. Rozumiałam ją. Chciał mnie tak samo mocno jak ja jego, mimo wszystkiego co nas dzieliło. Problem tylko polegał na tym, że on właśnie stracił swoją szansę, ja… ja swoją też. - Nie wiń mnie za to, co zrobił mój brat - warknął, przybliżając się.
- Muszę zniknąć, bo jeśli ty zrobisz mi kiedyś to samo co on jej, ja… - Szukałam odpowiednich słów, żeby to jakoś wyrazić. - Ja skończę gorzej niż Leitha.
- Nie zrobię, Lett...
- Przestań, przestań, przestań! - Wyzwoliłam się spod jego uścisku, łapiąc się za głowę, co od razu odezwało się w moim prawym zranionym ramieniu. - Pomyśl, co wczoraj przez ciebie zrobiłam! - Cofnęłam się o krok. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, muszę wrócić do normalności! - wykrzyczałam w akcie desperacji, cichnąc po tych słowach całkowicie. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z ich wagi. Już zaczęłam ich żałować.
- Normalności? - prychnął. - Kogo ty chcesz oszukać? - Wyglądał jak zranione zwierze gotowe do ataku. W tym pojedynku zdecydowanie byłam ofiarą, a na to nie zasłużyłam.
- Nikogo - odparłam, patrząc w oczy człowieka, którego wydawało mi się, że pokochałam.  Przez głowę przelatywały mi tysiące myśli na minutę. Pędziły, zwalniały, gnały, przestawały. I tak non stop, bez przerwy. Nawet nie do końca wiedziałam co mówię. Byłam tak przestraszona, że wylałam z siebie wszystkie obawy i myśli, które kiedyś zaprzątały mój umysł. - Pójdę na leczenie, wrócę do rzeczywistości. Tej jednej, którą mają wszyscy, nie do własnej. - Zagryzłam zęby, walcząc ze sobą, żeby znów nie wybuchnąć płaczem, tym bardziej na środku osiedla.
- O czym ty mówisz?
- O wyrwaniu się z tego popieprzonego szajsu! - Wróciłam do siebie, przypominając sobie, czego tak właściwie chciałam.
Zaczęło do mnie dochodzić to, w jaki sposób żyłam, co wczoraj zrobiłam, w jaki sposób egzystowałam - ciężko nazwać to życiem. Jak poddałam się swoim lękom, pozwalając przejąć im nad sobą kontrolę. Jak odpuściłam wszystko, co się dla mnie kiedyś liczyło, jak popłynęłam z prądem najgorszych mar, którymi kiedyś gardziłam.
Czułam, jakby mnie oświeciło.
- W końcu zacznę walczyć, Sasuke.
Już w tym momencie wszystko zaczęło się zmieniać.
- Wiedziałem - warknął, a wyraz zawodu w jego oczach, chyba na zawsze zostanie w mojej pamięci, jako obraz najbardziej przeraźliwej postaci śmierci. - Wiedziałem, że mnie zostawisz.
- A co mam według ciebie zrobić, co? - spytałam rozżalona do granic. Musiałam podjąć decyzję, a bałam się tego robić. W moich rękach leżała władza. To ja decydowałam, czy dalej będę pasażerką tego pociągu, czy zaraz wysiądę na najbliższej stacji, nie mając później możliwości dogonienia go.
- Obiecałaś nie uciekać, pomimo wszystko. Nie dotrzymałaś tej cholernej obietnicy nawet przez dwanaście godzin. - Ten oschły ton dotknął mnie do żywego. Ale… Miał rację.
Przecież nie było takiego wagonika, którego nie dałoby się odczepić.
Tylko za jaką cenę?
- Bo zaczyna mnie to wszystko przerażać, Sasuke - szepnęłam, zamykając oczy i opierając się o auto. - Sasuke, my zabijamy ludzi. Czy ty słyszysz, jak absurdalnie to brzmi?
- Więc tylko o to ci chodzi?
- Tylko? Tylko?! Awrrr! - krzyknęłam, musząc się jakoś wyżyć. Tego było za dużo, za dużo! - Powinnam teraz siedzieć w szkole i rozmawiać ze znajomymi na temat piątkowej imprezy u Lee. Powinnam wciąż trenować i odnieść sukces, jaki mi przepowiadano. Powinnam spełniać swoje marzenia, powinn…
- Więc idź. Teraz. - Spojrzałam na niego z dołu, oddychając szybko z nadmiaru bombardujących mnie emocji.
Powiedział to.
- Ale jeśli to zrobisz, już nigdy nie pozwolę ci wrócić.
Stanęłam przed życiowym wyborem. Swobodnie mogłam go tak określić. Wóz albo przewóz. Podróż albo wysiadka.
Kto był dla mnie ważniejszy? Honor zmarłej siostry, własne zdrowie, czy psychopata zabijający ludzi “w imię wyższych celów”, żeby sobie ulżyć, którego ko..
- Odejdź i nie wracaj - powiedział, jakby zwracał się do psa, kiedy właśnie miałam snuć przypuszczenie na temat tego, że może to czas, aby przestać żyć przeszłością.
Owiał mnie chłód, a powód jego gniewu trafił we mnie z siłą, przekraczając normę obejmującego mnie bólu. Musiał usłyszeć, musiał to wszystko usłyszeć…
- Jak sobie życzysz - odparłam, otwierając auto.
Powiedział, zdecydował. Musiałam się z tym pogodzić. Jak zawsze skinąć twierdząco głową, być ofiarą.
- To półtora tygodnia było najgorszym czasem w moim życiu - rzucił, gdy uchyliłam drzwi od strony kierowcy. Zatrzymałam się w połowie czynności. To się działo... To miał być koniec? W taki sposób chciał mnie potraktować? Całkowicie się mnie wyrzec i zmieszać z błotem? Jak nisko upadłam...
Stałam w miejscu niezdolna do wykonania ruchu. Byłam zamroczona.
- No idź! Uciekaj! Tylko na to cię stać! - krzyknął, a ja zacisnęłam powieki. Miał rację. Uciekałam, znowu. Świadomie, umyślnie bawiłam się w tchórza - nie przed nim - przed samą sobą, nie potrafiąc znaleźć odpowiedniej furtki. Zawsze wybierałam tą złą, prowadzącą donikąd.
- Ja już sama nie wiem, co jest dobre, a co złe, ale na chwilę obecną... - Zmarszczyłam brwi, biorąc głęboki oddech. Czułam, jak bardzo bolało brutalne spotkanie z rzeczywistością. Tą nie moją, nie jego. Tą naszą. - Byłam niewystarczająco dobra. Nie dałam ci raju - odpowiedziałam, świadomie nawiązując do słów Katiny. Chciałam, żeby przez moment poczuł się jak ja. Tak źle, tak nieswojo ze sobą.
Otrząsnęłam się.
Naprawdę właśnie od niego odchodziłam. Tak na dobre, na amen, zostawiałam go na bruku.
Czy ja naprawdę tego chciałam? Naprawdę znowu chciałam zostać sama?
Przestałam racjonalnie myśleć. Może to czas, by odpuścić niedokończone sprawy, by zacząć żyć swoim życiem, a nie problemami z przeszłości? Może powinnam właśnie wpaść mu w ramiona, przeprosić i poprosić o czas? Może tak właśnie powinnam postąpić, może we dwoje dalibyśmy sobie radę?! I może całkiem możliwe, że tak właśnie bym zrobiła, gdyby Sasuke nie odwrócił się na pięcie i nie zniknął za drzwiami do swojego domu.
Zagryzłam wargę do krwi, to wszystko mnie przerosło.
Tak pożegnał mnie mężczyzna, którego twierdziłam, że kocham.
Wsiadłam do auta i odjechałam aż trzy przecznice dalej. Tam zatrzymałam się i rozpłakałam co najmniej tak mocno, jak po śmierci Kirito.
Jego mi zabrano - niesłusznie i niesprawiedliwie. Sasuke sama od siebie odsunęłam - słusznie i sprawiedliwie, jak mi się wydawało, ale… co z tego, jeśli skutek wciąż był ten sam? Jeśli znów zostałam z tym wszystkim sama?
Moje serce krwawiło na dwa miliony sposobów. Robiło to powoli, wręcz osobliwie, abym dłużej mogła doświadczać słodkiego bólu, który mi sprawiało. Nie chciało ze mną współpracować, nie chciało zatamować przecieku. Pełną piersią krzyczało, że chce, abym cierpiała. Robiło to z premedytacją, bezwstydnie. Wszczęło groźny bunt, a ja nie wiedziałam, do której ze stron się przyłączyć. Każda była tak samo beznadziejna. Każda była zła.
W końcu przestało krwawić, bo wybuchło, rozpadając się bezpowrotnie. Stałam się wolnym niewolnikiem tych marnych pozostałości.
Problem został zduszony w zarodku.
- On nie rozumie - powiedziała siedząca obok Lei. - Nie rozumie, jak wiele dla ciebie znaczyłam, że byłam dla ciebie najważniejsza. - Spojrzałam na swoje dłonie, widząc na nich każdy ślad po jego dotyku, który wydawał się być dla mnie najbardziej odpowiedni, jedyny w swoim rodzaju, taki potrzebny, taki mój. Nie rozumiałam tego, co właśnie się działo, tego, co zrobiłam. Przecież go kocham, tak? Tak, a on… - On nie potrafi kochać, Sakura. - Założyła ręce na piersi, stanowczo patrząc przed siebie. Ostatnimi siłami próbowałam nie dać sforsować swoich bram, rozpaczy, która przypuściła na mnie zmasowany atak, ale... byłam bezbronna, poddałam się. - Tylko wciągnąłby cię w plątaninę swojego popierdolenia jeszcze bardziej. Gdybyś na to pozwoliła, już nigdy byś się od niego nie uwolniła. - Zamknęłam oczy, ale to tylko spotęgowało mój szloch. Czy ja chciałam się uwalniać? Ale też, czy to co dodało mi skrzydeł naprawdę miało się tak fatalnie skończyć? - Dodało ci je tylko po to, aby upadek z wyższej wysokości był bardziej bolesny. Tak to niestety działa, młoda. - Schowałam twarz w dłoniach, nie mając już na nic siły. Nie mając siły, aby pójść do niego i powiedzieć, jak bardzo...
Ludzie mówiący, że prawdziwa miłość wymaga czasu kłamią.
Miłość to pełna świadomość i akceptacja zakochania - piekła, potocznie nazywanego rajem, dnem podszywającym się pod szczyt. To impuls, coś narwanego, nieuchwytnego, niszczącego wszystkie mury i postanowienia. To nie tylko przywiązanie i chęć bycia kimś dla kogoś. To coś więcej. To magia, która potrzebuje drugiej osoby. Dodaje jej ona swojej siły, własnej magii, która powoduje, że przestaje się racjonalnie myśleć. To ona niszczy, ale i tworzy. To moc o destrukcyjnej potędze zdolnej do każdego poświęcenia, każdej ofiary, zdolnej do wszystkiego. To ona rodzi kochanie, ale i nienawiść, a razem z nią w pakiecie serwuje rozczarowanie. Pustkę dorzuca gratis.
- Zdecyduj się, z kim chcesz walczyć, choć ze mną przecież nie musisz. -  Lei uśmiechnęła się. - On jest przeszkodą, nie my. - Spojrzałam na nią z nadzieją. Tak dobrze znałam ten pocieszający uśmiech. Była od zawsze, wiedziała o mnie wszystko. Musiałam jej uwierzyć. - On jest złem, Sakura. - Położyła dłoń na mojej. Poczułam w tym miejscu przeraźliwy chłód, tak różny od bezpiecznego ciepła, które jeszcze kilkanaście minut temu ofiarowywał mi Sasuke. - Nigdy bym cię nie okłamała. - Podniosłam wzrok na jej zielone oczy, w których widziałam tylko tą znajomą, ukochaną czerń. - Przecież cię kocham.


***
20 września 2015
- Mamy go. To on. - Hizashi Haruno usadowił chłopaka na krzesełku, przykuwając jego nadgarstki kajdankami do oparcia.
- Siedź - rzucił drugi funkcjonariusz, gdy ten się stawiał.
- Bo co? - warknął pojmany, a policjant jedynie spojrzał na niego z pobłażliwością.
- Jesteś umazany we krwi własnego ojca, podejrzewany o zrzucenie z dachu innego człowieka ze skutkiem śmiertelnym, podpalenie ze skutkiem śmiertelnym, zmianę natężenia w obiegu elektrycznym obcego domu ze skutkiem śmiertelnym, powieszenie ze skutkiem śmiertelnym, dosypanie narkotyków bratu i jego dziewczynie ze skutkiem śmiertelnym oraz zadanie ran kłutych ojcu, który właśnie kończy wykrwawiać się na stole operacyjnym. - Hizashi patrzył na niego poważnym wzrokiem. Nie dowierzał, że jego córka mogła się spotykać z takim człowiekiem. Po prostu musiała być nieświadom…
- Oddajcie mi Lett, a pozwolę wam na wszystko - powiedział, nagle się uspokajając.
- Kim jest Lett? - spytał komisariusz Takewari.
- On wie, jak ona się nazywa. - Chłopak wskazał głową  na drugiego z policjantów.
- Hizashi? - spytał Takumo, spoglądając na swojego kolegę.
- Nie wiem, o kim on mówi - odpowiedział twardo Haruno, patrząc na chłopaka, który sprowadził jego młodszą córkę na dno.
- O dziewczynie, która zabrała ze sobą wszystko.
W sali przesłuchań zapanowała cisza.
- Z nią było tak, że do końca nie wiedziała, czego chciała. To był jej największy mankament. - Mężczyźni nadstawili uszu, a szczególnie ojciec opisywanej dziewczyny. - Ale była cudowna sama w sob…
- Przestań. - Hizashi nie mógł tego słuchać. Pamiętał, w jakim stanie Sakura wróciła do domu po kłótni z nim. Wszystko mu wtedy opowiedziała: o Hayumi, Leithie, wspomniała o nim. Kilka dni później śledztwo dało efekty. Pojmanie tego chłopaka było tylko kwestią czasu.
- Co ty? - spytał zdziwiony Takewari.
- Jest winny, popatrz na niego. To zwykły śmieć - syknął. Chłopak poruszył się niespokojnie, a na jego twarzy widać było rzeczywiste cierpienie, w które Hizashi uwierzył, ale tylko na krótki moment.
- Przynajmniej oczyściłem świat z dziewięciu niepotrzebnych istnień - syknął, spoglądając na mężczyzn szalonym wzrokiem. Wzrokiem zranionego wariata, który rezygnując z miłości, zaczął siać jedynie strach, w jakiś sposób chcąc odnaleźć się w bezwzględnym społeczeństwie. Wzrokiem człowieka niebezpiecznego, nie mającego już nic do stracenia. - Dziewięć. Zapamiętajcie tę liczbę.
- Zacznijmy od formalności. Jak masz na imię? - chrząknął Takumo, chcąc pozbierać myśli. Chłopak jednak wciąż patrzył się na niego z uśmiechem nieprzewidywalnym, oszalałym.
- Sayesh.


24 września 2015
- Jakim cudem mógł wam się wymknąć podczas przewozu?! - wydarł się Hizashi do swoich współpracowników, biegnąc za ratownikami medycznym szpitalnym korytarzem.
- Normalnie! Wyrwał się i skoczył pod samochód! Wybacz, ale tego się nie spodziewaliśmy! - odkrzyknął któryś.
- Tracimy go! - Ratownicy przyspieszyli, wpadając na salę operacyjną.
Szalejące omamy, uciekające życie i prześladujące chłopaka zielone oczy, ostatkami trzymały go przy życiu. Mimo to wiedział, że już niedługo to wszystko się skończy. Nie mogł się doczekać.
- Śmierć - charczał, plując krwią - to tylko żart. - Uśmiechał się, widząc coś, czego otaczający go ludzie nie byli w stanie dostrzec. Już niedługo, już widział bramę. Wystarczyło tylko przez nią przejść.
- Nie mogą państwo tam wejść. - Jedna z pielęgniarek zatrzymała funkcjonariuszy, gdy zespół medyczny rozpoczął reanimację w kolejnej sali.
Przeszedł.
Kilka minut później ciało zakryto płachtą, odłączono wszystkie maszyny. Jakaś zapłakana kobieta wbiegła do pomieszczenia, zaczepiając jednego z policjantów.
- Jestem z rodziny, nazywam się Maana. Co t...
- Kopę lat, Tsunade - rzucił cynicznie Hizashi, spoglądając na nią, rozpoznając w niej znajomą ze szkoły. Nie zdziwił się tym jakoś specjalnie. Po tym, co przeżył, już nic nie było w stanie go zaskoczyć. Czuł pustkę. Wiedział, że robił dobrze przyskrzyniając mordercę, jednak coś w nim protestowało cichym głosem.
Ukrócił ten bunt.
Zrobił to dla dobra córki, była tego warta.
- Skąd ty? - wydukała, ale jej uwagę zwrócił brak czynności reanimacyjnych personelu za szybą. - Co tu się do cholery dzieje? - syknęła, przeczuwając najgorsze.
Przeszedł, zniknął, odszedł.
- Śmierć się dzieje, pani Senju.





Haruno Sakura
Karta wybranych wpisów pacjenta, do wglądu rodziny i lekarzy pobocznych.


żyję usycham
topię się  płonę      światłość rozj
aśniam ciemnością
bo mogę


przecież wszystko mogę patrzę na ciebie
która była kiedyś mną…... patrzymy na ciebie obie
ja i moja


śmierć
.
.
.
bezmyślni głupcy idioci


jestem królową
panią swojego życia.
panuję
decyduję rządzę……


niszczę


Królestwo upadło królestwo się odradza
królestwo było rajem


a teraz w proch się obraca.


słyszę ciemność….. widzę głosy
boję się kolejnego dnia
.
.
!
!!!!!
każdy tak samo krzyczy


milczeniem
bezmyślni głupcy idioci


przyszłość  wspomnienia….
oba tak samo przerażające
mamią i ciągają
mnie ……….mnie?
we
wszystkie
strony


jest lepiej podobno
już tylko szepczą….. nie krzyczą


a co jeśli ten dzień byłby ostatnim?


bycie sobą jest trudne i trochę nudne  bycie każdym jest interesujące…..
mogę być każdym wszystkim niczym jedno i to samo słońce i tak wstanie za kilka godzin jak każdego dnia a oni znowu będą kazali mi żyć bezmyślni głupcy idioci leczą mnie z bólu, którego nie da się wyleczyć…………. bezmyślni głupcy idioci
są naiwni
jak ja i ty
jak my
bezmyślni głupcy idioci


30 grudnia
Dni mijają mi tak szybko... jak nigdy wcześniej. Leki przepisane przez mojego psychiatrę działają. Nie czuję bólu, nie znam go, choć wciąż we mnie żyje. Wciąż jest, jednak tak bardzo odległy, że nie zwracam na niego uwagi, ale… nadal ma jedno i to samo imię: Sasuke.
Tęsknota ludzka jest bardzo zaborczym uczuciem. Na gwałt potrzebuje zniknąć, karząc w efekcie znów spotkać ośrodek swoich męk. I spotkałam się z nim - w szpitalu, gdy prawie przedawkowałam, dzień po rozstaniu.
Hidan nie żartował - pomógł mi, gdy tylko się do niego zwróciłam.
Widziałam Sasuke jak przez mgłę, dostając kolejne porcje usypiających leków. Byłam na pograniczu snu i jawy, gdy mówił, że kocha. A potem zorientowałam się, że to ta wyśniona część, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością. Nienawidził mnie.
Siłował się z moim ojcem, który nie pozwolił mu się ze mną widzieć.
Był to ostatni raz, kiedy widziałam człowieka, który dał mi raj, bezprecedensowo go potem zabierając.
Zasłużyłam na to, jestem przecież niczym.
Jestem wyblakła, wyblakła z kochania, z siebie, ze wszystkiego. Jestem niczym i należy mi się nic.


15 stycznia
Dzień za dniem, krok za krokiem omija mnie wszystko. Ja siebie omijam. Nienawidzę siebie. Pozwoliłam mu odejść, pozwoliłam sobie zginąć. Tak w środku, w zamkniętym środku, którego już nie dało się odratować.
Jutro… to już za późny termin. Jak każdy. Każdy będzie nieodpowiedni, aby znów pozwolić sobie na bycie kimś.


5 lutego
Niknę na oczach wszystkich, widzą mnie. Ja też ich widzę, ale na nikogo nie patrzę. Wszystkich słyszę, ale nikogo nie słucham. Oni nic nie wiedzą, bezmyślni głupcy, idioci. Nie znalazłam żadnego sposobu, żeby sobie ulżyć. Nic. Nic nie przynosi mi ulgi. Usycham z dnia na dzień. Jestem otępiała, z nikim nie rozmawiam. Ludzie mnie drażnią, wszyscy wyglądają jak Sasuke. Patrzę na ich twarze i mam ochotę się śmiać z własnej beznadziejności, w cichym wrzasku własnej paranoi. On jest wszędzie, w każdym, we mnie.  


19 kwietnia 2016
Doktor Mitarashi ostatnio mnie pochwaliła. Powiedziała, że moje leczenie idzie w dobrym kierunku. Gdy wczoraj wypuścili mnie w końcu z mieszkania, przeszłam się pod dom Sasuke. Jednak spotkałam tam tylko pole z żółtą tabliczką na ogrodzeniu, którego tu kiedyś nie było: plac budowy. Nie wiedziałam, co o tym sądzić.
Miałam w głowie pustkę koloru granatu i czerni.


30 maja 2016 17:53
Wczoraj przyjechał do mnie Kiba. Przypomniałam sobie, że miałam się go o kogoś spytać. Kiedyś bardzo chciałam się tego dowiedzieć, ale teraz nie mogłam sobie tego nawet przypomnieć. Coś na U? Może S? A może ktoś? Kurde, pomyślę nad tym jeszcze.
Nowe miasto i nowe mieszkanie trochę mnie przytłaczają, ale dam radę, jeśli będę miała przy sobie Kibę. Uwielbiam z nim gadać. Zna mnie jak nikt inny i potrafi rozbawić. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w ogóle tak fatalnie się czuję. Czy mam jakiś powód?
Kurde, gdzie ja wrzuciłam te tabletki?


26 czerwca 2016 9:48
Byłam wczoraj z tatą na grobie Lei. Nadal nie mogę uwierzyć, że zabiły ją własne ambicje. Zawsze wiedziałam, że miała je dość wysokie, ale że wystarczyło zwykłe upokorzenie przed całą szkołą, żeby targnąć na swoje życie… Chyba nigdy tego nie zrozumiem, ale i tak ją kocham. Przecież była moją jedyną siostrą.


15 lipca 2016 14:35
Sesje z doktor Mitarashi chyba naprawdę przynoszą efekty. Całkowicie zapominam o swoim życiu sprzed dania mi szansy przez tatę. Najlepszym, co mógł dla mnie zrobić było zaprowadzenie mnie do lekarza. Dał mi nowe życie.


18 lipca 2016 10:54
Właśnie jedziemy z tatą na ogromne zakupy, mamy wymienić meble w kuchni na nowe, a i kanapę.
Już niedługo mój ostatni rok w szkole. Muszę się dobrze przygotować. Czuję się lepiej, tak jakby trochę wolna, choć wciąż czasami słyszę, jak ktoś mnie woła. A najdziwniejsze jest to, że nie używa mojego imienia, a jakiejś dziwnej ksywki, “Lett”, czy jakoś tak. Muszę o tym porozmawiać z doktor Mitarashi.


11 sierpnia 2016 15:53
Mam  mało czasu, muszę lecieć do sklepu. Powiem tylko, że tata i Madi ciągle mi powtarzają, że mnie kochają, a ja im wierzę. Codziennie mi to okazują, a szczególnie Madi. Ostatnio coraz lepiej się dogadujemy.


1 września 2016 15:20
Moja nowa klasa zapowiada się super. Mają tu świetną sekcję pływacką i basen. Aż nie mogę się doczekać, kiedy wskoczę do wody! Tak dawno nie pływałam!!!
No, Sakura! Czas trochę zrzucić. Szczupła sylwetka sama się nie zrobi. Zgrabna pupa, talia osy w obcisłych jeansach… mrrr.


15 listopada 2016 13:20
Ale jestem szczęśliwa! Rany!!! Oł, oł, oł!
*tańczę*
Jestem kapitanem szkolnej żeńskiej drużyny pływackiej, a Reney - kapitan chłopaków - uśmiecha się do mnie tak… tak znacząco, no! Do tego ma motocykl, a ja uwieeeelbiam motory! Jestem totalnie podekscytowana! Och. Coś z tego będzie. Muszę dobrze wykorzystać jutrzejszą imprezę.
Czas działać, shannaro!


31 grudnia 2016 23:58
Weszłam na chwilę do swojej sypialni. Tata właśnie oświadczył się Madi w pokoju pełnym gości. Cieszyłam się bardzo, oczywiście, ale teraz... tak jakby już trochę mniej. Madi w tym całym zaaferowaniu podbiegła do mnie i przytuliła mocno, pytając, czy się zgadzam. Odpowiedziałam, że tak, a ona wtedy powiedziała: jak dobrze, że ten Sasuke już znik… - i wtedy w jej oczach zobaczyłam istne przerażenie. Przeprosiła mnie i wróciła do gości.
Teraz siedzę u siebie i nie wiem, co ze sobą zrobić. Kim jest Sasuke, że tak nagle się obruszyła? Jakoś nie mogę sobie przypomnieć człowieka o takim imieniu, kojarzy mi się z… przed… Nie, nie mogę... ale coś niemiłosiernie ściska mnie w klatce piersiowej, gdy tylko przez myśl przewędruje mi to imię. Jakby żal? Rozgorczyczenie? Coś bardzo przykrego, co sprawia mi wręcz namacalny ból.
Dobra, lecę. Tata woła mnie na fajerwerki.
Muszę zacząć ten rok dobrze. Być kimś, z kogo tata będzie dumny, tylko…

Kto to do cholery jest Sasuke?




~*~




Nine Crimes
A co, jeśli śmierć nie przychodzi 
pod postacią przerażającej kostuchy
lecz ukochanej osoby?

***

9 Zbrodni dokonało się na twoich oczach.
Wiesz o nich więcej niż ktokolwiek.
Jesteś ich częścią,
jesteś ich więźniem.
Myślisz, że pasiak będzie ci pasował?
Przekonajmy się.
Nic tak nie poprawia humoru jak dawka cudzego cierpienia.

***

9 Zbrodni ma co najwyżej dwa oblicza.

Oblicze X - fizyczne.
9 osób zostało umyślnie zabitych, założony cel został osiągnięty.
Ale czy każde zabójstwo jest morderstwem?
9 to tak wiele i tak mało zarazem,
9 wygranych w totka uszczęśliwia,
9 kul w czaszce zabija.

9 Zbrodni ma co najmniej dwa oblicza.

Oblicze Y - psychiczne.
9 wtedy to zdecydowanie za mało.
Ale czy zbrodni można dokonać tylko na ciele?
9 nie wystarcza przecież, aby określić nieskończoność.
9 można mieć marzeń, ale wciąż
9 z nich może pozostać niespełnionych.

Między X, a Y jest nieskończoność.
Co najmniej, co najwyżej… - czyli wcale.
Czego byś nie powiedział,
Śmierć to śmierć.
Czyli jeden, wielki, boski żart.



End of Nine Crimes SS

***
Nadal do końca nie wierzę, że to się dzieje. Trochę was kłamałam ostatnio. Od prawie miesiąca miałam na dysku napisanego Banitę i Epilog. Wybaczycie mi, prawda?
Nie wiem, jak odbierzecie tę końcówkę. Podczas pisania IX po prostu zrozumiałam, że przeciąganie tej historii nie miałoby sensu. Opowiadanie straciłoby swój klimat, więc jedynym wyjściem było zakończenie na dziewięciu rozdziałach.
Chciałam was jakoś zdziwić, zaskoczyć. Ze szczerego serca tak wymarzyłam sobie waszą reakcję. Nie wiem, jaka była ona rzeczywiście, jednak mam nadzieję, że właśnie taka.
To już kolejne zakończone przeze mnie opowiadanie. Mimo, że Karuzela już dawno się nie kręci i tak wracam do niej co jakiś czas. Z 9c będzie kompletnie inaczej, bardziej. Dziś wysyłam przerobioną wersję do wydawnictwa. Sasuke i Sakura stali się Dawidem i Majką. Pozmieniałam kilka sytuacji, imiona, świat przedstawiony. Akcja dzieje się w Polsce, co dało mi spore pole do popisu. Nie spodziewam się euforii ze strony wydawnictwa, choć liczę po cichu na jakikolwiek odzew.
Na chacie pojawiło się pytanie, czy zacznę nowe opowiadanie.
Odpowiedź brzmi: nie.
Jeśli chodzi o fanfiki Naruto - jest Egzorcysta i Kesshite, którego jest mi ogromnie żal, z racji sporego przywiązania do tego leżącego odłogiem bloga. Powinnam się za niego wziąć, choć to nic pewnego.
Kończę jednak z Naruto, jeśli chodzi o nowe twory.
Rok temu wpadł mi do głowy pomysł na coś totalnie własnego i mam go zamiar zacząć realizować. Byłoby to coś zupełnie innego niż to, co pisałam dotychczas, a mianowicie przyszłość, rok 2599 i wiele, wiele, wiele rzeczy, które normalnemu człowiekowi nie wpadłyby do głowy. Mam już większość fabuły, bohaterów, tytuł - no nic, tylko zacząć pisać. Tym właśnie będę się parać przez najbliższy czas.
Ech, to się naprawdę dzieje. Cholera. Mail do Genius Creations nadal wisi nade mną niczym jakaś zmara. Kliknąć "wyślij", czy nie kliknąć? Dzisiaj powinnam podjąć ostateczną decyzję i wystawić się na pośmiewisko profesjonalistów. Ale trudno, trzeba próbować. Kiedyś się uda.
22 marca, zapamiętajcie tę datę.


EDIT:
Słuchajcie!
Razem z Chusteczką Aha zabrałyśmy się za pewne... przedsięwzięcie. Mianowicie jest to blog, na którym powoli sporządzamy spis polskich wydawnictw. Piszemy do nich, gorliwie czekamy na odpowiedź, po czym umieszczamy post z informacjami, które nam podano. Pytamy o rzeczy ważne dla początkującego pisarza, który zagubiony szuka porady, jak, co, gdzie i za ile. Tam wszystkiego się dowiecie. Możecie przekonać się, co preferuje dane wydawnictwo, dzięki czemu oszczędzicie sobie na wstępie pół roku czekania na odmowę przyjęcia tekstu, bo, powiedzmy, że ta firma publikuje tylko fantastykę, a wy wysłaliście obyczajówkę. To tylko przykład. 
Dlatego właśnie powstało: 


Jako Załoga Gw serdecznie zapraszamy!

***

To jak?
Przerażająca kostucha, czy ukochana osoba?

Bywajcie ten ostatni raz!
Wasza Sheeiren